Czterdzieści pięć lat temu zmarł Witold Gombrowicz. Wspomniałem to jednej emigrantce z peerelu, po maturze – a jakże. Ledwo znała nazwisko, tak szkolnictwo PRL kształciło wiedzę Polaków o ich literaturze. W Moskwie 65 lat temu odbyła się “kuchenna debata” (podaje to w zwiazku z CIA i jej propagandowymi działaniami)radzieckim zwiedzającym pawilon USA wręczano butelkę Pepsi-Coli).Teraz Lukacs. Studiuję go namiętnie już od tygodnia.  Około roku 1922, jeszcze większy kawał czasu temu, napisał on byl w dialektyczno-marksistowskim zapale, czy tez powtorzyl za klasykami: “To nie świadomość człowieka determinuje jego egzystencję, lecz przeciwnie, jego społeczna egzystencja determinuje jego świadomość”.Gdy przyłożę do tej tezy swoje życiowe doświadczenie, doświadczenie jednostkowe, emigranta z PRL do kraju kapitalistycznego, to doprawdy … rece opadaja, Gospodarzu bloga. Oczywiście marksizm ma dla mnie w tej sprawie proste wyjaśnienie. To była – wg. marksistów – świadomość fałszywa podszyta przywiązaniem do rzeczy, do płatków na mleku i orzeszków, do roweru i krótkich spodni, do kiełbasy wiejskiej i pączków. Kanadyjscy bourgeois poczęli mnie wyzyskiwać już w pierwszym dniu stąpnięcia na ich ziemię (Thanksgiving Day 1985). Od mojej pracy trzy tygodnie później zaczęli odcinać kupony. Oddzielać skwapliwie wartość dodatkową, jak słoninę od chudego mięsa. I podobne abstrakcje wyjaśniające klasie robotniczej co ją czeka z rąk kapitalistycznych oprawców, tyle, że Leniny, Lukacsy i inne mądrale tego świata muszą jej to wyjaśnić w prostych slowach.Otóż w 2009 roku, a nawet 25 lat temu, ten wywód już zdechł. To już było ścierwo 80 lat temu, z punkt widzenia “rozwoju sił wytwórczych” w krajach rozwiniętego kapitalizmu. O tym już napisano zyliony rozpraw i zamknięto miliony rozdziałow. Lukacas z mojego oglądu nie był zbyt udanym krytykiem, w każdym razie nie trafił. Myśle, że Węgrzy mają powody (co najmniej dwa), aby pokazywać światu zachodniemu, że pielęgnują spuściznę po marksiście, który pochodził z zamożnej budapeszteńskiej rodziny żydowskiej.Wracając do literackiej teorii Lukacasa, jest w niej niemożebny dualizm (ciągnący się za nami od Kartezjusza, a nawet Platona). Jednym jest co subiektywnie sobie odczuwamy i błądzimy przy tym, a drugim jest upierdliwa obiektywność tego swiata. Realiści jak Tomasz Mann ten dualizm świetnie ukazują w kontrastach, moderniści zaś oddają się jednostkowym przeżyciom. Obiektywność to wszystko wiedzący narrator, który nota bane narzuca nam czyjeś “obiektywne” przekonanie o tym co było, jest i będzie, a tu szamocze się jednostka nieświadoma wielu spraw. Przede wszystkim swej przynależności klasowej. Tu jest autor – teraz przechodzę na język o lata świetlne po Lukacasu – który wie o świecie i ma nam czytelnikom to przekazać, pouczyć go, ale się okazuje, że czytelnik przychodzi na ten literacki “piknik” ze swoim bagażem doświadczeń, np. czyta “Czarodziejską Górę” ukształtowany, klasowo i bezklasowo. Im więcej czytam o krytyckich pomysłach Lukacsa, tym bardziej wyrzucam go na śmietnik. Tak już nikt nie myśli o literaturze. Może to jest błąd, może mnie kapitaliści otumanili, ale zrobili to udacznie i nie tylko wobec mnie.Więc mnie jako emigranta (nota bene, nie mam na imię antek, ani żadnego związku z tym symbolem nie wykazuję chyba) i moją świadomość nie ukształtowała w pierwszych dniach i tygodniach jakaś przynależność klasowa. To moja świadomość doprowadziła do takiej a nie innej klasowej przynależności. Moglem zostac zmywakowym, albo miec firme sprzatania ofisow, albo pielegnowac im pola golfowe – tysiace zajec mogly sie mnie chwycic. Byłem przeciez jak ta społeczna tabula rasa, byłem z PRL, byłem z rodziny, za którą ciągnęły się klasowe przynależności przed PRL, z rodziny inteligenckiej, byłem wykształcony, ale w ogromnej większości nie w szkole sensu stricto, wychowany bynajmniej nie wg. socjalistycznej zasady “czy się stoi, czy się leży”. Byłem bez klasowych właściwości. Aspirowałem do profesjonalistów, do klasy starym marksistom nieznanej, przez nowych lewicowców polskich wyklinanej, bo przez kapitalistów oszukanej, a w mojej rodzinie stawianej za wzór. Moją egzystencję wyznaczyła świadomość. W warunkach rozlicznych ograniczonych emigracji i przemieszczeń świadomość wyznacza ludziom kierunek. Jest to świadomość przygodna, ale to nie znaczy, że dająca się wcisnąć w ramy klasy społecznej. Marksizm jest trupem. Z mojego widzenia nad jeziorem Ontario jest marksizm trupem. A takze dlatego, ze klasy spoleczne nie sa dzisiaj takie wyrazne: tu kapital, tu praca. Praca tworzy wiele warstw, miesza sie z zyciem z kapitalu, praca z kapitalem wspoldziala, w grupach i jednostkowo. I to wie ludzkość od dłuższego już czasu.