Dlaczego PiS nie zwrócił się do ekspertów z USA to jest jasne dla większości Polaków , ale już mniej jasne jest dlaczego PO tego nie zrobiła skoro w ten sposób mogła by zamknąć usta politykom PiS.Sprawa jest prostsza niż się wydaje. Przyczyny katastrofy dotykają wielu ludzi , a w największym stopniu wojsk lotniczych i ich dowódców. Politykom przy władzy bardzo zależało na tym by zrzucić możliwie wiele winy za tę katastrofę na Rosjan i odsunąć na dalszy plan to czemu nie wyciągano wniosków z poprzednich katastrof i dopuszczano do eskalacji problemu. Tu winnymi byli nie tylko politycy PiS , winnych było wielu. Nie chciano by wyszło na jaw , co zresztą i tak wyszło, że nie tylko wylot do Smoleńska był karygodnie przygotowywany , a praktycznie każda realizacja lotów z ViP’ami . Mimo wysiłków rządowej komisji zrzucić część winy na Rosjan praktycznie się nie udało, ale zaciemnić i zagmatwać sprawę raczej się udało, ale skutek polityczny tego jest fatalny. Zgadzam się. Jasne jest dlaczego rząd się obawia zewnętrznych ekspertyz. Po prostu obawia się zaprószenia ognia. Zarówno PiS, jaki PO, rząd, otoczenie byłego prezydenta, kancelaria rządu, wojsko z permanentnym bałaganem i pozorowanymi inspekcjami, 36 pułk dowodzony na wiarę, rozpuszczony przez pozycję udzielaną mu przez ważnych decydentów oraz wojskowi awansowicze wynoszeni po uważaniu. Wszyscy mają interes w tym, by eksperci byli dopuszczeni na tyle tylko ile trzeba i by byli nie tyle otwarci, czy zamknięci, co powściągliwi ile trzeba, czyli moderowani.Ta katastrofa była prawie dokładną powtórką wypadku w Mirosławcu, a to świadczy o jednym ? bardaku w wojsku oraz tolerowaniu i ?niechceniu wiedzenia? o tym bałaganie przez nadzorstwo, które to zwierzchnictwo w praktyce się sprowadzało raczej do promowania dowództwa przez kancelarię prezydencką, niż przez czynniki rządowe. Ale i czynniki rządowe latały z tym bałaganem w 36 pułku zupełnie nie przejmując się tu i ówdzie pojawiającymi się ostrzeżeniami, które musiały przecież docierać do nich.Nie przejmowanie się drobiazgami, to typowa cecha polnische Wirtschaft. W państwie prawa wszystkie procedury są ważne, w państwie pW jedne są mniej ważne od innych. I żadna siła nie zmusiła latających na słowo honoru decydentów by myśleli inaczej. Żaden apel ni przestroga nie zapaliła w ich głowach czerwonej lampki (poczynając od helikopterowego upadku Millera, który zatuszowano sądownie mimo że doszło tam do złamanie procedur, a skończywszy na wylocie na lotnisko z mgłą nad pasem).Polnische Wirtschaft, to jest taki smok, który ma niejedną głowę i nie starczy czterech katastrof (helikopter z Millerem, Mirosławiec, Smoleńsk, a dużo przedtem Iskra w Warszawie nad defiladą) by go zabić.Nieraz jak człowiek pomyśli sobie o tym, to w pale się nie mieści, w jakim państwie żyjemy, jakie to wojsko jest. To nie wojsko, to jakieś kukiełki, które na prośbo-rozkaz jakiegoś bubka, który akurat jest na stanowisku decyzyjnym, gotowi są wyskakiwać z samolotu z gaśnicą na plecach, co jest doskonałym równoważnikiem lotu w ?nic nie widać? ? takie same skutki przynosi.