Do roku 2019 (koniec następnej kadencji rząd (jakikolwiek) skonsumuje OFE i od następnego roku emerytury będą obniżane do wysokości dzisiejszych ok 400-500 zł (plus inflacja) ok roku 2025-28. Średnie wynagrodzenia w roku 2040 będą podobne jak obecnie (plus inflacja), bo w latach 20tych będzie recesja i kryzys, które zjedzą wszelkie podwyżki, większość ludzi będzie pracować do końca życia, a młodzi będą pracować na czarno, żeby nie płacić 100 % podatku ZUS. Po roku 2040 zacznie się wzrost gospodarczy dzięki ludziom pracującym bez składek ZUS (na czarno oraz pracujący emeryci).
Obecna przeciętna emerytura 1693 zł brutto.Udział dotacji budżetu państwa w przeciętnej emeryturze 23,35 %.Przeciętna emerytura bez dotacji z budżetu wynosiłaby 1298 zł brutto.Za 20 lat na jednego emeryta będzie przypadało połowa mniej pracowników niż obecnie (zakładając optymistycznie, że nie wzrośnie zatrudnienie na czarno, co jest mało prawdopodobne), czyli emerytura bez dotacji z budżetu będzie wynosić połowę mniej, czyli ok. 650 zł brutto, co daje netto ok. 550 zł. Biorąc pod uwagę szybsze bankructwo państwa i ucieczkę pracowników do pracy na czarno taka wysokość emerytur nastąpi za ok. 15 lat najpóźniej. Zakładając, że inflacja przez 15 lat wyniesie ok. 100 % (czyli rocznie średnio 4,7 %) może to być nominalnie 1100 zł netto o wartości dzisiejszych 550 zł. Każdego dnia jest to problem "jutra". Bez znaczenia czy dzisiaj czy jutro czy za rok czy za 5 lat, zawsze będzie to problem jutra.
Zawsze sie zastanawiałem, w Polsce jest tylu dobrych ekonomistów, profesorów, są też przecież przykłady innych krajów gdzie systemy emerytalne działają i z tych wzorców (wręcz gotowych) można byłoby skorzystać. Dlaczego nie można tego zrobić? Ano dlatego, że wymagałoby to bardzo głębokich, niewygodnych i dość mocno obciążających dziś zmian. Żaden rząd nie chce się dotykać do reformy, która trudna byłaby nieakceptowalna społecznie bo to nic innego jak przegrane następne wybory. A przecież rządzący nie są po to aby sprawiać, żeby było lepiej tylko, żeby wygrywać wybory i rządzić. To cel sam w sobie.
Każdy myśli, a co mi tam, ja potrzebuje jeszcze przez 5-10 lat pogrzać tyłek na stołku, niech sie martwią CI za 10-20-30 lat, którzy bedą chcieli rządzić. To będzie ich zmartwienie, to będzie "jutro".
Jak czytam o zapisach księgowych bez żadnego pokrycia, które ZUS będzie waloryzował, tak tak, oczywiście oni są w porządku to aż mnie skręca. To wszystko i tak za jakiś czas się wywali więc nawet 100% rocznie mogą sobie dopisywać, to i tak niczego nie zmieni.
Temat na dziś: skąd wziąć brakującą kasę na dzisiaj wypłacane emerytury? Ano z budżetu. A potem dziwić sie, ze kraj się nie rozwija i wiecznie brakuje pieniędzy. Błędne koło. Ale najważniejsze, żeby przetrwać nastepne wybory.
Czy fakt, że zadłużony po uszy bankrut waloryzuje wirtualne zapisy już dawno zdefraudowanych, realnych składek ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież to lipa, która niczym nie różni się od Amber Gold i podobnych przekrętów. Jesteśmy bezczelnie okradani ze środków na nasze przyszłe emerytury tylko po to, żeby dzisiejsi politykierzy mogli sobie kupić za nie kolejny rok, dwa albo trzy względnego spokoju. To żaden system ubezpieczeń społecznych, ale usankcjonowana prawem, opresyjna PIRAMIDA, w której każdy musi topić pieniądze pod groźbą sankcji karnych i finansowych.