W piątek, ostatniego długiego weekendu jak wyjechałem sobie na rybki pod namiot na Mazury podszedł do mnie syn gospodarza(ok 20 lat) tak 7.15 rano, jak z ich pomostu coś tam łapałem. I zaczął opowiadać, że zaspał do pracy, koledzy byli, ale nie wstał... poprzedniego dnia była imprezka i zaliczył 8 czy 12 browarów no i dlatego tak się stało, ale ojciec zaraz go podwiezie do pracy. A co robisz? zapytałem. A.., pracuję przy układaniu kostki, znajomy ojca mnie zatrudnił. Nawet są z tego pieniądze, ale tyrać trzeba... trzeba tyrać... Tak młodzi... trzeba to robić, ja jestem po studiach, i w wieku 44 lat, po tym jak mnie wspaniała "propracownicza w teorii" szwedzka firma wypierniczyła w ciagu jednej minuty na bruk jak się zaczął kryzys, to poszedłem na fizola w branży związanej z moimi studiami. I co? mam święty spokój, ludzie mnie zapraszają na kawkę, herbatkę. Dziękują za pracę. Żaden durny szef nie stoi mi nad głową. Oczywiście nie wszystkich zadowolę, ale tak jest w każdej branży. Ale przez 4 lata tyrałem... tak, tyrałem... i przyszły efekty. Było bardzo źle na początku, ale swoje zrobiłem. Robiłem kawał najlepszej roboty jaką mogłem wykonać, i teraz mam efekty. W 3 tygodnie zarobiłem na 2 tygodniowe wakacje dla 3 osobowej rodziny plus codzienne treningi u mistrza Polski w danej dyscyplinie sportu. Ale trzeba tyrać... tyrać młodzi. Prześliczna budowa, styl, składnia. A jakie mądre słowa, ho ho! Dostaniesz piątkę na uczelni. I do niczego więcej już on się nie przyda. Tak jak Twoje zepsute pokolenie. Pierwszy raz widzę, żeby młodzi ludzie narzekali że kiedyś było lepiej. Ciągle tylko narzekania że nie macie tak jak w telewizji. A Ty synu na jakiej podstawie sądzisz że tzw "prezesi" się mylą? A kto tu komu płaci? Oni czy Ty? Jak do czegoś dojdziesz i będziesz zatrudniał ludzi to będziesz mógł się mądrzyć. Od tygodnia czytam te absurdalne żale waszego milenijnego towarzystwa wzajemnej adoracji. Proszę najpierw zapoznać się jak wyglądało życie dzisiejszych czterdziestolatków, a potem oceniać, aroganci. Myślicie, że cała Polska to Warszawa? Jak czytam te wasze wynurzenia o korporacjach, karierach, japiszonach to odnoszę wrażenie że sami żyjecie w jakimś warszawskim słoiku. Polska A! Brawo nieudacznicy. Utrzymanie siebie i rodziny przy życiu było bardzo trudne już od czasów wspólnoty pierwotnej. Pod tym względem nic się w świecie przez tysiąclecia nie zmieniło! Jednym się udaje, innym nie - z różnych powodów, zawsze takich samych. Pech, choroba, punkt startowy, osobista zaradność lub niezaradność... Zawsze ci, którym się udało, wskazują na swój przykład jako na uniwersalną receptę, a ci, którym się nie udało - oskarżają tych pierwszych o niezrozumienie, zaś ogólną sytuację i "państwo" - o, w najlepszym wypadku, brak mechanizmów sprzyjających rozwinięciu przez nich skrzydeł. I te dwa światy pogodzić się nie mogą, to jest tak oczywiste, że szkoda tym wypełniać piksele. A tymczasem korporacje i inne firmy wciąż rekrutują, a nowe biznesy wciąż powstają. Jest więc przestrzeń do działania. Tylko wymagania wobec aspirujących do zagospodarowania tej przestrzeni się zmieniły - i warto spróbować twórczo przemyśleć, czemu dziś nie wystarcza już to, co wystarczało jeszcze pięć lat temu, i co będzie potrzebne jutro lub pojutrze. Są różne drogi: mistrzostwo w jakiejś dziedzinie (pewien mistrz karate, pytany, czy umie grać na gitarze, odpowiedział, że oczywiście, bo kto umie robić jakąś rzecz doskonale, będzie umiał też robić doskonale wszystko inne), wielowarsztatowość i zdolność uczenia się przez całe życie. (nie to, to co innego, nie tu, to tam, nie tak, to inaczej), niebagatelne znaczenie mają też świadomie rozwijane cechy charakteru - odwaga, optymizm, dojrzałość, tyle razy już wspominana pracowitość, umiejętność współpracy z ludźmi... Nie do przecenienia jest też posiadanie szerokich horyzontów ogólnych. Ci, którzy z sukcesem prowadzą negocjacje biznesowe, wiedzą, że nieocenioną płaszczyzną porozumienia mogą być obszary muzyki i opery, malarstwa, literatury, teatru, sportu lub kuchni. Wiele komentarzy dotyka problemu wysokich oczekiwań kandydatów do pracy. Należy podkreślić, że wysokie wymagania nie są niczym złym! Dobrze, by nie były to wyłącznie oczekiwania finansowe... Istnieją różne filozofie podejścia do zjawiska niewątpliwie dziś częstszych niż w latach 90-tych porażek na rynku pracy. Jedna z nich polega na poszukiwaniu ich przyczyn na zewnątrz (państwo, kryzys, pracodawcy), druga - na poszukiwaniu rozwiązania we własnej przemianie wewnętrznej. Ta druga droga, choć trudniejsza, wydaje się być o wiele bardziej owocna dla poszukującego, jak również dla całej populacjiByłe na bezpłatnych stażach, jak również kierowałem praca kilku stażystów, i to na przestrzeni ostatnich kryzysowych kilku lat. Można narzekać zarówno na absolwentów, jak i firmy. Moje obserwacje są takie: - koszty pracownika w Polsce są bardzo duże, co zniechęca do zatrudniania niedoświadczonych - przeważnie praktykant, co najmniej przez pierwszy miesiąc, więcej kosztuje niż przynosi zysku, nawet na bezpłatnych praktykach (sprawdzanie jego pracy, poprawki, mentoring) - spora część współczesnych praktykantów nie ma etosu pracy, przez co marnuje swój i mój czas - wiele firm bierze praktykantów bez perspektywy zatrudnienia, co jest po prawdzie obustronnie niekorzystne W interesie firmy, choć nie każda firma to rozumie, jest zatrudnienie człowieka, który się na praktykach sprawdził, ponieważ, jak pisałem wyżej - każdy praktykant na początku generuje koszty, a perełek nie jest tak wiele.